BÓG - RELIGIA - TRADYCJA - czy mają ze sobą wiele wspólnego? Zacznijmy wszystko od początku. Podobnie, jak bardziej rozsądne jest picie wody ze źródła rzeki, niż z jej ujścia do morza, pewniej jest pokładać ufność w Biblii, aniżeli w powstałej na jej motywach religii. Każdy z nas ma prawo przyjąć i zastosować w życiu jedynie to, co 2000 lat temu przykazał Jezus Chrystus. W Ewangelii Marka 13:31 czytamy, że "Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą". Mamy gwarancję, że nauka zawarta w Nowym Testamencie jest stale aktualna. Innymi słowy, możemy trzymać się tylko tego, co jest tam powiedziane, pomijając wszystko to, co zostało dodane po dzień dzisiejszy. Do zrozumienia nauki Jezusa oraz do przyjęcia Jego ofiary i Nowego Przymierza z Bogiem zarazem, nie jest potrzebna żadna instytucja. Najlepszymi, najbardziej kompetentnymi i w pełni wystarczalnymi interpretatorami Ewangelii, pozostaną na zawsze pierwsi Apostołowie. Ich wskazówki dla powstającego Kościoła (w sensie wspólnoty wierzących), możemy przeczytać w Dziejach Apostolskich i 21 Listach. „(...) Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym jest daleko ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazania Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji”. [Ewangelia Marka 7,6-8] Jak wskazuje przytoczony wyżej fragment, Jezus piętnuje wykonywanie tradycji, w oderwaniu od szczerej wiary. Nowy Testament poświęca wiele miejsca złym owocom, jakie rodziło przedkładanie religijnych zwyczajów, ponad autentyczną, wewnętrzną, duchową relację z Bogiem. Wielokrotnie możemy dowiedzieć się o ludziach, którzy na zewnątrz wyglądali bardzo przykładnie, a jednocześnie nie oddawali jednak należnej czci i uwielbienia dla Boga za czym stała prawda o ich zatwardziałych sercach. Bóg nie wymaga od nas czynienia rzeczy widzialnych dla oczu. Rzecz jasna nie przeszkadzają mu one, ale do czasu, kiedy nie stają się zamiennikiem lub substytutem wiary. Trzeba mieć świadomość, że zwyczaje religijne czynimy tylko dla siebie. Potwierdza to nauka głoszona przez Jezusa i jej interpretacja przez pierwszych jego uczniów. Któż mógł lepiej zrozumieć boży zamysł niż oni? Pierwotne chrześcijaństwo nie tyle nie obchodziło znanych nam dzisiaj świąt, co odcinało się od wyznaczania jakichkolwiek szczególnych dat. Dla nich każdy jeden dzień był dobrą okazją żeby mówić o Bogu, obcować z Nim i cieszyć się Jego obecnością. Codzienne życie koncentrowało się wokół wspólnych spotkań, dzieleniu się świadectwami bożego działania i modlitwie. Ważne było i nadal jest to, co niewidzialne ale prawdziwe, całkowite powierzanie się Chrystusowi. Zmiany zaczęły się dziać od momentu uczynienia chrześcijaństwa religią państwową Cesarstwa Rzymskiego, w IV wieku. Konwersja politeizmu i pogaństwa do chrześcijaństwa, pociągnęła za sobą m.in. adaptację już wcześniej istniejących tam świąt. Przypadające na 25 grudnia święto "Sol Invictus" (niezwyciężonego słońca) przekształcono w Boże Narodzenie. Znany nam zwyczaj ofiarowywania sobie prezentów w tym czasie, istniał już na długo przed naszą erą! Trochę na siłę ustalono też termin obchodzenia Wielkanocy, co było absolutnie umowne i podobnie jak w przypadku Bożego Narodzenia, nie ma oparcia w Biblii (hipoteza zbudowana na hipotezie). Z Nowego Testamentu dowiadujemy się o fakcie narodzin Jezusa oraz o Jego Zmartwychwstaniu, ale nie znajdujemy dat tych wydarzeń. A skoro wierzymy, że Nowy Testament zawiera wszystko to, co Bóg uznał za stosowne i wystarczające by nam przekazać, to znaczy, że konkretne terminy narodzin i ukrzyżowania Jezusa nie powinny mieć dla nas znaczenia. Fakty te mają wielką wagę same w sobie i nie odnoszą się do tego, by czynić świętem jakieś dwa dni w roku, ale mobilizują do podporządkowania im całego życia. W wyniku przemian politycznych, wojen i przyłączania nowych terenów do państw chrześcijańskich, Kościół zyskiwał nie tylko nowych wiernych, ale wchłaniał z nimi często ich tradycje, co potwierdzają nawet teolodzy katoliccy. Dzięki temu transformacja z jednej wiary do drugiej, następowała bezboleśnie. Ludzie w dalszym ciągu czcili swoje "bóstwo" lub obchodzili dotychczasowe święto, tyle że z nową nazwą. Tym sposobem nie dość, że "przed---chrześcijańska" obrzędowość wróciła do racji bytu, to z biegiem czasu stawała się ona coraz ważniejsza, by w dzisiejszych czasach osiągnąć absolutne apogeum. Mijały pokolenia, epoki, a kolejne tradycje powstawały na gruncie poprzednich, wchłaniając co rusz nowe ludowe zwyczaje i przyklepując poprzednie. Tym sposobem wszystko, co od urodzenia w życiu religijnym znane, uznawane jest za pewnik, jako istniejące od zawsze. Do obchodów Wielkanocy włączono np. starosłowiańskie, pogańskie „Jare święto”... a z nim święcone jajka, potrawy, malowanie pisanek. Śmigus – to pierwotnie uderzanie się gałązkami baziowymi, znane obecnie pod hasłem „Boże rany”, później dyngus – oblewanie się „świętą wodą" dla wygonienia złych duchów, dziś znane wszystkim święcenie potraw "wodą święconą". Obrastanie wiary chrześcijańskiej ludową tradycją, przyczyniało się do przerostu formy nad treścią i jednoczesnego, mimowolnego oddalenia się Kościoła od Pisma Świętego, a zarazem od pierwotnego Kościoła. (czytaj więcej o tradycji) |
|
